Jak urzekły mnie lilie. Spostrzeżenia hodowcy - amatora.
Bronisław Kondrot - KK 1/1994


Czytając w "Działkowcu" informacje o minionej dziesiątej rocznicy powstania w Polsce Towarzystwa Miłośników Lilii uświadomiłem sobie, że w moim ogródku lilie kwitły już dużo wcześniej przed jego powstaniem. Był rok 1976, gdy zakwitły siewki z nasion otrzymanych od zaprzyjaźnionych miłośników kwiatów z Czechosłowacji.

Nasiona oznaczone były jako niekontrolowane zapylenie odmian 'Connecticut King', 'Preston Hybryd', 'Royal Gold' i 'Aurelian Hybryd'. Większość siewek 'Connecticut King' i 'Preston Hybryd' zakwitła już w drugim roku po wysianiu w inspekcie wspaniałymi kwiatami w kolorze żółtym, pomarańczowym i czerwonym. Siewki 'Royal Gold' i 'Aurelian Hybryd' zakwitły dopiero jednym kwiatem w trzecim roku po wysianiu. To długie oczekiwanie na kwiaty nagrodzone zostało dużymi trąbkowymi kwiatami i szeroko rozwartymi białymi oraz białymi z różowym nalotem na obrzeżach płatków kwiatami. Urok trąbek poparty był jeszcze z przyjemnym zapachem wzmagającym się pod wieczór, wyczuwalnym już z odległości 10 metrów i budziły podziw u sąsiadów.

Łatwość z jaką uzyskałem tyle pięknych kwiatów z jednego wysiewu tak jak sałatę utwierdziły mnie w przekonaniu, że muszę ich mieć jak najwięcej. Zachęciło mnie też do corocznego wysiewania tych nasion, które zawiązały się na wybranych najpiękniejszych kwiatach i największych kwiatostanach. Nasunęło mi się wtedy pytanie czy równie łatwo mógłbym je krzyżować aby otrzymać takie kolory kwiatów jakich nie miałem.

Odświeżyłem sobie wiadomości ze szkoły o pracach Mendla nad krzyżowaniem grochu i zacząłem je stosować w swoich krzyżowaniach siewek. Nie na wszystkie zadane sobie pytania znalazłem odpowiedź, brakowało teoretycznych wiadomości i zmuszony zostałem do poszukiwania literatury. Polskiej literatury o liliach brakowało a zagraniczna, która już była, była trudno dostępna i bardzo kosztowna. Dopiero w roku 1980 za cenę jednomiesięcznego zarobku udało mi się zakupić za pośrednictwem przyjaciół książkę K. Feldmeiera i MC Rae: "Lilien". Kilka miesięcy później ukazała się książka dr K. Mynetta: "Lilie".

Tak naładowany teorią rozpocząłem najprawdziwszą radosną zabawę hodowlaną, wciągająca coraz bardziej w miarę poznawania tajników i wyciągania wniosków z obserwacji. Zacząłem wprowadzać do praktyki swoje mrzonki o wyhodowaniu tej jednej najpiękniejszej, zapierającej dech w piersiach na jej widok. Nie związany żadymi planami sprzedaży czy nakazami ekonomicznymi wszystkie te prace sprawiają mi nadal wielką radość i przyjemność. Amator nie musi pokonywać zawodowych trosk, martwić się o przeżycie i gonić za pieniędzmi jeśli swojego założonego planu nie wypełni. Cały swój czas poświęcić może na obcowaniu z tą cząstką natury, na obserwacje jej zachowań kiedy ingeruje w rządzące nią prawa, na wyciąganie wniosków z tych obserwacji dla swoich dalszych prac.

Dzięki kontaktom z miłośnikami kwiatów w kraju i za granicą, systematycznie prowadzoną wymianą i zakupami cebul i nasion powiększyła się moja kolekcja odmian i lilii botanicznych. Coraz więcej już można było kupić nowości na giełdach lilii w Skierniewicach, gdzie do dziś spotkać można miłośników tych kwiatów z całej Polski.

W ten sposób pojawiły się w moim ogródku lilie botaniczne cechujące się niepowtarzalnym pięknem i dużą ilością kwiatów L. davidii, L. henryi, L. martagon, L. pumilum. Wyróżniające się wspaniałymi turbanami i piętrowym ułożeniem liści na łodydze lilie amerykańskie L. pardalinum i jej mieszańce. Nieznoszące przymrozków i długotrwałych chłodów śnieżnobiałe L. longiflorum, L. formosanum i L. philippinense wymagające przenoszenia na zimę z pojemnikami do chłodnych pomieszczeń. Jako ostatnie zadomowiły się L. speciosum, których kwiaty na długich szypułkach wnoszą do ogródka sporo egzotyki i wyglądają jak stado kolibrów unoszących się w pobliżu łodyg. To szaleństwo kolorów i kształtów dopełnia corocznie około 200 po raz pierwszy kwitnących siewek.

Już podczas pierwszych wysiewów zauważyłem, że jedne siewki rosły zdrowo a inne ginęły już w drugim roku. Nie potrafiłem sobie wtedy wytłumaczyć tego zjawiska a ochrony chemicznej wówczas nie znałem. Dopiero ze wspomnianych książek dowiedziałem się że w ten sposób dokonywała się naturalna selekcja siewek. Rosły tylko najzdrowsze, odporne na choroby i niesprzyjające warunki w śląskim, zanieczyszczonym środowisku, w którym kwaśne deszcze nie są wyjątkiem. W ten sposób, chociaż początkowo bezwiednie, wytworzyłem sobie własną bazę zdrowych siewek. Zasadę naturalnej selekcji uznaję za najważniejszą w tej porywającej zabawie z liliami.

Wieloletnie obserwacje i własne doświadczenia utwierdziły mnie w przekonaniu, że cenniejsza w ogródku jest zawsze lilia o mniej doskonałym kształcie i pospolitym kolorze np. żółta od lilii różowej, którą mimo ochrony chemicznej utrzymać można w ogródku tylko przez coroczne nasadzenia.

Bezsensowna i kosztowna jest obserwowana corocznie pogoń za pojawiającymi się w sprzedaży nowymi odmianami holenderskimi. Przeznaczone są one głównie do pędzenia w szklarni. Tylko nieliczne odmiany do pędzenia rosną zdrowo i zdają egzamin w ogrodzie. Tej informacji nie znajdziemy w ofertach ani katalogach. Takie lilie przeznaczone do wysadzania w odkażonej ziemi i ściśle określonych zakresach temperatur, wysadzone w ogrodzie w surowych nieraz zimowych i wiosennych warunkach kwitną obficie tylko jeden raz. Dopóki cebula się nie podzieli. Po podziale cebuli, te rozdzielone cebule nie dorastają już do wielkości z poprzedniego roku. Mimo stworzenia im optymalnych warunków słabo kwitną, porażają je wirusy i niszczą choroby.

Teraz, kiedy w sklepach pojawiły się kolorowe katalogi i cebule w kolorowych opakowaniach, pokusa, aby taką piękność mieć w swoim ogródku jest bardzo duża. Równocześnie więcej jest też zniechęconych miłośników kwiatów rozczarowanych nie takim kolorem jak w katalogu czy na opakowaniu i wspomnianymi wyżej problemami. Jeśli dodać jeszcze, że w zamówionych odmianach jest duży procent zamiany odmian na takie, których firma ma nadmiar a nie może ich sprzedać, to obraz goryczy się dopełnia. Reklamować - szukać wiatru w polu, personel reklamacji nie przyjmuje a szefa nigdy nie ma.

W miarę nabywania doświadczenia stawiałem sobie coraz trudniejsze cele. Raz były to lilie o niespotykanym kolorze, innym razem lilie dwubarwne o kontrastowych kolorach, lilie w jednym kolorze i tonacji od najciemniejszej do najjaśniejszej. Chciałbym również wyhodować lilię trąbkową o jasnym wnętrzu i ciemnym rewersie.

Zabawa trwa dalej, a moje credo w tej zabawie brzmi: Lilie mają być najprzód zdrowe i rosnące bezproblemowo w ogrodzie, potem obficie kwitnąć a dopiero potem mają być piękne. Te trzy cechy występują razem niezwykle rzadko. W czasie 15 lat udało mi się wyselekcjonować zaledwie kilka takich siewek. Lilie te zdobywały już nagrody na wystawach lilii. Tylko jedna jest dziełem przypadku i zbiegu okoliczności w czasie krzyżowania a pozostałe wynikiem realizowanego planu.

Ze wszystkich prac hodowlanych prowadzę dokładne notatki. Selekcja trwa najmniej osiem lat, więc trudno zapamiętać ogromną ilość szczegółów. Pamięć jest zawodna, a dzięki szczegółom i notatkom nawet po latach sięgnąć można do źródeł i wyciągnąć właściwe wnioski. Notatki pozwoliły mi bezsprzecznie ustalić skąd wśród moich siewek pojawiły się lilie tetraploidalne, czyli lilie o zwiększonej liczbie chromosomów. Lilie takie posiadają wszystkie cechy wymagane od lilii ogrodowych. Cechują się lepszą zdrowotnością, grubszymi korzeniami, grubszą łodygą i grubymi ciemnozielonymi liśćmi. Posiadają większe kwiaty z grubszymi płatkami a przez to długim okresem kwitnienia.

Od pięciu lat, to jest od czasu kwitnienia mojej pierwszej siewki mieszańca 'Longistara' bawię się dalej amatorsko hodowlą lilii poliploidalnych. Badanie ilości chromosomów tego mieszańca 'Longistara' potwierdziło moje obserwacje, że ta obficie kwitnąca siewka jest tetraploidem. Mieszańce takie pod oznaczeniem LA wprowadzają ostatnio na rynek hodowcy holenderscy. Utwierdza mnie to w przekonaniu, że bawię się dobrymi zabawkami i to dobrze się bawię. Lilie nie tylko mnie urzekły ale i porwały.

Zachęcam więc wszystkich miłośników tych kwiatów do przeprowadzania własnych krzyżówek i wyhodowania własnych lilii z nasion. Siewki lilii hodowane z nasion przyzwyczajają się do gleby, w której zostały wysiane i łatwiej do warunków klimatycznych w miejscu wysiania. Przy odrobinie szczęścia możemy doczekać się lilii, którą zachwycać się będą wszyscy i będzie przedmiotem starań nie tylko w Polsce.

Być może powiększy także nikłą ilość polskich odmian. Kto z miłośników kwiatów nie marzy o tym?

Już dzisiaj nie sposób wyobrazić sobie ogródka bez lilii azjatyckich i trąbkowych, a liczba osób zauroczonych ich pięknem rośnie z roku na rok. Literatury o liliach aktualnie w księgarniach nie brakuje i każdemu, jeśli zechce, pomoże poznać zasady hodowli, które są stosunkowo proste i łatwe do opanowania.