Liliowce
Janusz Kiszka - KK 4/1996


Moje pierwsze zetknięcie z większą ilością odmian liliowców w jednym ogrodzie miało miejsce na działce prof. Józefa Dobrowolskiego. O ogrodzie tym, słynącym w latach osiemdziesiątych z najnowszych irysów bródkowych i liliowców, dowiedziałem się od nieżyjącego już Pana Józefa Szymury, wielkiego znawcy, fanatyka i propagatora wszelkich ogrodowych nowości. Właśnie w tym ogrodzie przeżyłem prawdziwe olśnienie i szok. W konsekwencji tego pozostała mi do dziś i stale się pogłębia ogromna miłość do liliowców. Był to okres powstawania i raczkowania wszelkich organizacji ogrodniczych w Polsce. Natomiast zdobycie kilku nowych odmian jakiegokolwiek gatunku kwiatów graniczyło z cudem i wiązało się z poważnymi wydatkami. Właśnie od Pana Szymury pochodzą moje najstarsze liliowce. Tylko z powodu ogromnej do Niego sympatii nie zostały w tym roku całkowicie wyrzucone z mojego ogrodu. Nie mogą niestety konkurować z nowymi odmianami ani pod względem kolorystycznym ani wielkością, średnicą kwiatów, ani ilością kwiatów na jednej łodydze.

Nigdy dotąd nie miałem potrzeby pisać o kwiatach ogrodowych, łatwiej byłoby mi o nich mówić, ale w tym momencie muszę spróbować coś napisać aby podzielić się z Państwem swoimi spostrzeżeniami.

Posiadam ponad 250 odmian liliowców w ogrodzie i mam już jakieś doświadczenie po prawie dziesięcioletniej z nimi przygodzie. Przy hodowli liliowców każdy amator napotka spore trudności. Brak jest fachowej literatury, a artykuły w ogrodniczych czasopismach powielają znany od lat szablon. Dowiedzieć się można z nich niewiele.

Roślina ta jest u nas traktowana zupełnie marginalnie. Jedynie garstka zapaleńców hoduje i popularyzuje je od kilkunastu lat. A warto je popularyzować. Są to kwiaty, które zaczynają być modne. Brak im jeszcze tej ogromnej popularności, jaką cieszą się w USA, ale początek został zrobiony.

Liliowce są bylinami pochodzącymi z Chin i Japonii. Przywiezione zostały prawdopodobnie w XVI wieku i rozpowszechniły się tak bardzo, że nikt nie pamięta o ich egzotycznym pochodzeniu. Można je spotkać niemal w każdej wsi. Są popularną rośliną rabatowo-parkową w miastach. Mówimy cały czas o liliowcach Hemerocallis fulva - liliowcu rdzawym i Hemerocallis flava - liliowcu jasnożółtym oraz starszych odmianach, które zastały wyhodowane z wymienionych rodziców.

Nie spotyka się w naturze drugiego takiego gatunku, który miałby aż tyle zalet: długowieczność, niewybredność co do podłoża i małe wymagania. Lepie jednak rosną na glebach żyznych i wilgotnych. Lubią stanowiska słoneczne, w półcieniu słabiej kwitną, ale rośliny są okazalsze, liście bardziej soczyste i szybciej się rozrastają. Właśnie ulistnienie tych roślin dzieli liliowce na trzy główne grupy:

  • Dormant - tracą ulistnienie przed zimą. Są najbardziej odporne na niskie temperatury, a nasze zimy znoszą dobrze.
  • Semievergreen - tracą częściowo liście, wytrzymują pod przykryciem nasze zimy.
  • Evergreen - jak sama nazwa wskazuje są "wiecznie zielone" - ich okres wegetacji trwa praktycznie bez przerwy. W naszych warunkach bardzo trudne do utrzymania, szczególnie podczas bezśnieżnych zim i przy wysuszających silnych wiatrach zimowych.

Grupy evergreen i semievergreen nie powinny, według literatury, w naszych warunkach przetrwać zimy. Jednak kilka odmian rośnie u mnie pod "zimową kołderką" - przykryciem z liści, trocin i gałęzi drzew iglastych. Nie wyobrażam sobie liliowców w moim ogrodzie bez tych dwóch najatrakcyjniejszych grup. Są to najdelikatniejsze, a równocześnie najpiękniejsze kolorystycznie byliny. Mają wyjątkowo czyste barwy, co w liliowcach z tzw."halo" i "watermark" daje piękny kontrast barwny lub płynne przenikanie kolorów. Wyhodowane zastały w ciepłych regionach USA: w Kaliforni, Południowej Karolinie, Oregonie i na Florydzie. Tam istnieją ogromne, wyspecjalizowane firmy Wilda, Blacka, małżeństwa Dunn, rodziny Durio, wspaniałego duetu hodowców Harris-Benz i innych. Pracują oni nieustannie nad poprawieniem urody tych wspaniałych okazałych kwiatów. Powstają krzyżówki o coraz bardziej ciekawych, poskręcanych kształtach płatków z brzegami bardzo mocno karbowanymi lub fantazyjnie powycinanymi.

Ta zmasowana akcja tworzy perełki ogrodowe - z setek tysięcy wybiera się kilka, które mogą wzbudzić zachwyt. Do klasycznych odcieni barw żółtych i rdzawo-pomarańczowych (jak u rodziców) doszły: brązowe, miedziane, mahoniowe, kasztanowe, purpurowe lila i fiolety. Są też różowe i brzoskwiniowe, czerwone i niemal czarne - jak AMERICAN REVOLUTION, MINSTREL BOY czy najnowszy mój nabytek CAPULCO NIGHT oraz SERENA DARK HORSE. W dalszym ciągu brak jest liliowców barwy niebieskiej i śnieżnobiałej. Białe liliowce WHITE TIE AFFAIR, WHITE FORMEL czy inne, są zawsze z refleksem kremowym lub zielonkawym, czyli są "prawie białe". "Niebieskie" natomiast mają połysk purpurowy lub niebiesko-lilowy. Jest wiele liliowców, w których występują dwie, niekiedy trzy i więcej barw. Są to odmiany tzw. "watermark" - znak wodny - np. odmiana ROYAL SARACEN gdzie podstawową barwą jest kolor lawendowy z purpurowym zamszem, środek płatka jest lekko wyblakły z szarym połyskiem. Natomiast gardło jest ciemno zielone. Jest to liliowiec o mocno pofalowanych brzegach, a wyhodowany zastał przez Munsona - rok introdukcji 1986 (TT/EV), ma średnicę kwiatu 15 cm i wysokość 65 cm.

Liliowce mają niezwykle ciekawe formy. Oprócz klasycznej formy zbliżonej do kwiatów lilii azjatyckiej, mogą mieć kwiaty w kształcie trąbki, gwiazdy, kuli (podobnie do kwiatów lilii turbanowych) oraz tzw. "pająki" - typ spiker o kwiatach zbliżonych wyglądem do Ismeny. Jest też grupa liliowców pełnych - o zwiększonej ilości płatków - niektóre z nich bardziej przypominają piwonie. Pojedyncze płatki mają różną szerokość; oprócz klasycznych - gdzie szerokość jest z reguły połową długości - istnieją płatki bardzo szerokie. Są też niemal okrągłe tak, że zachodzą na siebie.

Najnowszym trendem jest w chwili obecnej płatek zakończony tzw. falbanką - mocno pofalowanym brzegiem lub powinien mieć igiełki, tak jak u tulipanów grupy Crispa. Jakby jeszcze tego było mało, brzegi płatków mogą mieć inny kontrastowy kolor tzw. "picotee". Takie cechy mają u mnie niezwykłe odmiany RADIANT RUFFLES (Ed Brown 88r) o czystej jasno perłowo-różowej barwie z ciemno różowymi żyłkami i bardzo szeroką, mocno karbowaną różową "falbanką". Natomiast odmiana CHICAGO PICOTE PRIDE (Marsh 82r), jest blado różowa z brzegiem jakby precyzyjnie obwiedzionym grafionem w kolorze fioletowo-purpurowym. Ulepszona odmianą o tych samych barwach, ale znacznie bardziej wyraźnych i bardziej kontrastowymi, większymi kwiatami jest CHICAGO PICOTE MEMORIES (Marsh 89r). Nie mniej ciekawie prezentują się liliowce z tzw. "halo" - jest to kontrastowa plama w postaci "oka", okręgu, pierścienia i plam typu brushmark lub strzałki. Najciekawszymi z nich są REAL WIND, OUTRAGEOUS, PERSIFLAGE oraz miniatury z serii SILOAM np. SILOAM PANDORA BOX, SILOAM JUNE BUG, SILOAM BABY TALK i inne.

Niektóre odmiany mają kontrastowa pręgę przez środek płatka. Jednym z ważniejszych kryteriów oceny jest obecnie ilość kwiatów na pędzie - waha się ona od 7 do 50 kwiatów. Wskazane jest również powtarzanie kwitnienia. Występuje ono przeważnie u liliowców bardzo wczesnych. W momencie otwarcia pierwszych kwiatów zaczynają się tworzyć następne pędy zakwitające 3-4 tygodnie po przekwitnięciu ostatnich kwitów na pierwszych pędach. Czescy hodowcy twierdzą, że kilka odmian tych powtarzających kwitnienie zakwita podczas długich, ciepłych jesieni po raz trzeci. Nie zawsze wykwitną jednak do końca, bo uszkodzone zostają przez nocne przymrozki w październiku.

Zróżnicowana jest również sama faktura płatków. Odmiany diploidalne maja przeważnie kwiaty bardzo delikatne. Tetraploidy charakteryzują się nie tylko bogatszym i okazalszym ulistnieniem - cała roślina jest bardzo masywna. Grube i mięsiste są bulwiaste korzenie, nasada rośliny i pędy kwiatowe. Niosą dużą ilość niezwykle okazałych pąków. Po ich otwarciu prezentują bardzo grube, jakby z wosku wykonane płatki, absolutnie odporne na deszcz, nie bledną też w ostrym słońcu, nie łamie ich wiatr. Tetraploidy maja tylko jedną wadę - mnożą się znacznie wolniej. Przez to ich cena jest z reguły o połowę wyższa od form diploidalnych.

Wysokość liliowców jest także bardzo zróżnicowana; od miniaturowych o wysokości 30 cm do gigantów 150 cm. Średnica kwiatów miniaturowych waha się od 2,5 cm do 10-12 cm, wysokie mogą mieć 9-27 cm - u form klasycznych. Liliowce typu "spiker" mogą być jeszcze większe. Mój nowy pająk o nazwie TARANTULA ma mieć w optymalnych warunkach 32 cm średnicy - zobaczę w roku przyszłym czy nie został w katalogu przereklamowany.

W USA liliowce należą do kwiatów bardzo popularnych, ale drogich. Nowości osiągają ceny z reguły powyżej 50$. Rekordowa cenę w moich katalogach ma w tym roku liliowiec CREATIVE EDGE (P. Stampile 95r) i kosztuje 300$. Na polskim rynku podobnie wysoka cenę ma liliowiec Brata Stefana Franczaka o nazwie BAŁTYK, który kosztuje 70 PLN. Nie należy jednak przerażać się cenami, ponieważ liczne zalety liliowców stawiają te kwiaty w ścisłej czołówce bylin ogrodowych. Nawet ich główna wada - okres trwania otwartego kwiatu tylko jeden dzień, ulegnie niebawem zmianie. Kilka nowych odmian ma już wydłużoną do półtora-dwóch dni trwałość kwiatu. Najlepsi hodowcy pracują niezwykle intensywnie nad wydłużeniem trwałości kwiatu. Jeżeli uda się wyhodować liliowce, które będą kwitły 3-5 dni, to żaden kwiat - z bylin oczywiście - nie będzie mógł z nimi konkurować.